Telewizja ZDF i producenci serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” mają przeprosić

fot. PAP/Michał Klag

Niemiecka telewizja ZDF i producenci serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” mają przeprosić żołnierzy Armii Krajowej. Tak orzekł krakowski sąd, który uznał, że serial narusza dobre imię żołnierzy AK. Decyzja zakończyła dwuletni proces wytoczony producentowi serialu i niemieckiej telewizji przez weteranów.

Zdaniem 94-letniego Zbigniewa Radłowskiego, kapitana Armii Krajowej, który wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK wytoczył proces, film naruszył prawo do tożsamości narodowej, godności oraz wolności od mowy nienawiści. Według powodów, w kilku scenach serialu żołnierze Armii Krajowej zostali przedstawieni jako antysemici. Dlatego skarżący przed sądem domagali się przeprosin i zadośćuczynienia.

Sąd podzielił ich opinię i nakazał przeproszenie weteranów. Sędzia Kamil Grzesik mówił, że żołnierze AK zostali przedstawieni w serialu w sposób krzywdzący. „Nawet jeśli zachowania [antysemickie] miały miejsce, to wyrwanie ich z kontekstu i przedstawienie jako całościowy obraz Armii Krajowej było nieuprawnione i naruszało dobra osobiste żyjącego żołnierza AK – Zbigniewa Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej” – podkreślił sędzia. Jednocześnie zaznaczył, że orzeczenie nie jest próbą cenzury filmu. Tłumaczył, że sąd wyeliminował z treści przeprosin „wszelkie żądania” milczenia o zachowaniach antysemickich w szeregach Armii Krajowej.

Nakazane przez sąd przeprosiny AK-owców mają się ukazać w Telewizji Polskiej, a także w trzech stacjach niemieckich, gdzie serial był emitowany oraz na stronach internetowych nadawców. Ponadto zgodnie z decyzją krakowskiego sądu przed każdą emisją serialu ma być publikowane oświadczenie, informujące o roli żołnierzy AK w czasie II wojny światowej i podkreślające, że nie uczestniczyli oni w Holokauście.

Sąd nie zgodził się jednak na cyfrowe wymazanie napisu AK z opasek żołnierzy w serialu, którego chcieli skarżący. Reprezentująca weteranów adwokat Monika Brzozowska-Pasieka wyraziła przekonanie, że kwestię opasek „załatwi” nakazana przez sąd tablica, która ma być pokazywana przed serialem. Będzie ona informowała, że wszystkie postacie są fikcyjne. Zdaniem adwokat, wpłynie to na sposób pokazania żołnierzy AK, na czym zależało stronie skarżącej.

Krakowski sąd przychylił się także do żądania wypłaty zadośćuczynienia, w wysokości dwudziestu tysięcy złotych, przyznał ją kapitanowi Radłowskiemu. Żołnierz AK mówił po ogłoszeniu wyroku, że w swoim długim życiu wiele przeżył, ale żadne z doświadczeń nie przygotowało go na konieczność walki w sądach o prawdę historyczną, w której uczestniczy obecnie, kilkadziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej. Zbigniew Radłowski apelował też do młodych ludzi, by bronili prawdy, po to, by – jak tłumaczył – nie musieć wstydzić się i przepraszać za winy niepopełnione przez przodków i by nie musieć płacić za zbrodnie, których oni nie dokonali.

Natomiast mecenas Piotr Niezgódka – reprezentujący przez sądem twórców serialu – zapewniał, że nie było ich celem fałszowanie historii. Przypomniał, że już w 2013 roku „jasno wyrażali publicznie, że nie było ich intencją przy produkcji tego filmu zaprzeczanie prawdzie historycznej”. Zapowiedział złożenie apelacji po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Prawnicy reprezentujący przed sądem niemiecką telewizję i producenta wnosili o oddalenie pozwów, twierdząc, że autorzy korzystali z wolności twórczości artystycznej. Argumentowali również, że film jest produkcją fabularną, a nie historyczną. Ogłoszony dziś wyrok jest nieprawomocny.

Trzyczęściowy serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, po emisji w Niemczech i w Polsce, wywołał dyskusje dotyczącą sposobu przedstawienia w nim Polaków oraz problemu odpowiedzialności Niemców za zbrodnie II wojny światowej. W Polsce produkcję krytykowano za ukazywanie żołnierzy AK jako antysemitów i bagatelizowanie odpowiedzialności Niemców.

IAR